Wraz z rozpoczęciem się sezonu grzewczego pojawiają się w serwisach informacyjnych przykre wiadomości o śmiertelnych ofiarach pożarów lub zaczadzenia. Większość takich wypadków nie wydarzyłaby się, gdyby w domach stosowane były czujniki dymu i tlenku węgla.

Mimo zaawansowanej technologii grzewczej wciąż wiele polskich domów wyposażona jest w piece opalane węglem lub innym opałem, coraz częściej do dogrzania pomieszczeń wykorzystuje się także kominki lub zwykłe piecyki gazowe. Takie instalacje zapewniają stosunkowo niedrogi sposób na ogrzanie mieszkań, jednak wymagają systematycznej kontroli technicznej oraz zapewnienia odpowiedniej wentylacji.

Jak dochodzi do pożarów?

Ludzie zapominają o kontrolach przewodów kominowych, o przeglądach instalacji grzewczej, bez zastanowienia także montują w domach szczelne okna, zaburzające system wentylacyjny. Zaniedbania takie są najczęstszym powodem powstawania pożarów lub zatruć tlenkiem węgla. Czasami jednak nieszczęście wywołuje nagła awaria urządzenia grzewczego lub inne czynniki, na które człowiek nie ma wpływu.

Jak działa czujnik alarmowy?

Aby zapewnić sobie i rodzinie bezpieczeństwo, warto zainstalować w mieszkaniu czujnik dymu i czadu. Jest to niewielkie urządzenie elektroniczne, które nieustannie monitoruje stężenie tlenku węgla w pomieszczeniu oraz wyczuwa pojawienie się dymu. W razie pojawienia się niebezpieczeństwa informuje o nim domowników poprzez sygnał dźwiękowy oraz optyczny.

Gdzie kupić taki czujnik?

Obecnie w każdym sklepie budowlanym można kupić różnego rodzaju czujniki tlenku węgla i dymu. Takie czujniki są łatwe w montażu i obsłudze. Ich cena nie jest wysoka, gdyż najtańsze urządzenia kosztują zaledwie kilkadziesiąt złotych. Inwestycja w detektor dymu i czadu zapewnia domownikom bezpieczeństwo nawet podczas snu, dlatego urządzenie takie powinno znaleźć się w każdym domu, w którym stosowane są urządzenia gazowe lub opałowe.